Kamieniołomy 1992

Znajomość jaką nasz klub zawarł z Harcerskim klubem podwodnym AMA z Wałbrzycha przerodziła się w wieloletnią współpracę i prawdziwą przyjaźń. Spotykaliśmy się na wspólnie organizowanych wyjazdach, obozach letnich, zawodach nurkowych a także na zwykłych imprezach, z tzw. okazji albo i bez. Regularnie odwiedzaliśmy Ziemię Wałbrzyską. Na początku lat dziewięćdziesiątych nasze wyjazdy nabrały nowej jakości. Po pierwsze, zaczęliśmy posiadać własne samochody, co zwiększyło nasza mobilność, po drugie dzięki AMIE zyskaliśmy dostęp do sprężarki i nie musieliśmy wozić nabitych butli z Warszawy.

Przynajmniej dwa razy w roku organizowaliśmy wyjazdy. Na jesieni jeździliśmy by nurkować w zalanych kopalniach, sztolniach i wszelkiego rodzaju dziurach, na wiosnę natomiast, przeważnie na majówkę, wyjeżdżaliśmy nurkować w kamieniołomach. Nasze wyjazdy zaczęliśmy łączyć z turystyką i zwiedzaniem dolnego śląska. Szczerze mówiąc pokochaliśmy te tereny. Zachwyciła nas przyroda, historia regionu i niezliczone zabytki architektury i techniki. Wrażenie robiło na nas także to, że ten region, tak łagodnie potraktowany przez wojnę, przez lata był rozkradany przez szabrowników i złomiarzy, demolowany przez wandali i bezmózgich krzewicieli nowej rzeczywistości. Nietknięte wojną zamki, pałace i historyczne budowle zniszczono, rozebrano całe linie kolejowe i mosty – wszystko przy całkowitej obojętności władz. Paskudna była psychiczna kondycja krajoznawcy w tym rejonie, któremu każe się być dumnym z tego że jest się Polakiem. Czuliśmy, że musimy zobaczyć jak najwięcej zanim wszystko zginie. A właśnie następowały nowe czasy i rodziła się „przedsiębiorczość”. Kamieniołomy od lat nie funkcjonujące zaczęły być kupowane przez przedsiębiorców i ponownie uruchamiane. Dla nas oznaczało to, że zacznie ubywać miejsc do nurkowania.

Tak stało się z Kostrzą. Przestała istnieć. Na pierwszym zdjęciu Kisiel jeszcze patrzy na wodę, cztery lata później, na drugim zdjęciu, stoimy zapatrzeni w suchą dziurę po najlepszym nurkowisku . Jeszcze dziś wzruszają mnie te zdjęcia. Inna rzecz, że widok z nad krawędzi był imponujący. Pięćdziesiąt metrów w dół pionowych ścian.
Z pomocą braterską i siostrzaną AMY jeździliśmy po całym regionie z mapą sztabową 1:50 i wchodziliśmy do każdego zalanego wyrobiska. Oczywiście, do tych które jeszcze były, bo parę razy zjawiliśmy się za późno. Nie tylko nie było na przykład dziury po kamieniołomie, ale zdarzyło się raz że nie było całej góry. Nie wszystkie kamieniołomy pamiętam, bo w niektórych nurkowaliśmy tylko raz i nie zrobiły na mnie wrażenia. Kostra, Zimnik, Krzeszówek, Górka Sobocka, Złotoryja, Gniewków, Gębczyce, Strzelin, Sobótka, Nadziejów to miejsca które lepiej kojarzę, ale na przykład nie mogę umiejscowić fajnego wyrobiska gdzie dno było wyścielone milionami opon. Może to były Świebodzice albo Jaworzyna. W każdym razie, to o czym tu piszę dotyczy okresu początku lat dziewięćdziesiątych. Nie wiem jaki jest stan tych kamieniołomów obecnie.

Na pewno wspomniana już Kostrza nie istnieje. Teraz widzę, że nazywa się Kostrzą kamieniołom w Borkowie. Jeśli można tam nadal nurkować to super, bo ten zbiornik miał fajne półki skalne, nie był głęboki i pod wodą sporo było różnego żelastwa. Najlepszym sposobem wejścia do wody w tym kamieniołomie był skok. Na pierwszym zdjęciu wykonuje go Joy a na ostatnim Zuzanna. Między tymi zdjęciami jest ośmioletni odstęp czasu, ale jak widać, sposób wejścia się nie zmienił.

Sobótka to drugi kamieniołom, który na pewno przestał istnieć, bo już za naszej bytności zaczął znikać. Kiedyś był obowiązkowym punktem programu. Był po drodze do Wałbrzycha i wypadało tam zanurkować na rozgrzewkę. W Sobótce był jeszcze jeden kamieniołom – „Kantyna”, ale nurkowałem tam tylko raz i nie zachwycił mnie, chyba z uwagi na słabą widoczność.

 

Zimnik był zawsze obowiązkowym punktem programu. Nurkowaliśmy z małego półwyspu na który trzeba było się dostać z wykorzystaniem liny. Nie wiem dla czego, ale zawsze marzłem w tym kamieniołomie, może to autosugestia. Zawsze też na dnie można było znaleźć samochody, właściwie co rok była nowa dostawa.

 

Gniewków nie był nadzwyczajnym pod względem nurkowym, ale był blisko Kostrzy i Zimnika, więc niejako po drodze. Ciekawe, że teraz znalazłem zdjęcie tego kamieniołomu z którego wynika, że znacznie ubyło z niego wody.

Gębczyce to były właściwie dwa kamieniołomy. Do jednego był bardzo dobry dostęp a do drugiego schodziło się po zdewastowanej klatce schodowej, która była jego jedyną atrakcją. Kamieniołom miał chyba 30 m głębokości i zawsze spotykaliśmy na nim innych nurków, często z Opola. Zastanawiało mnie to, bo co jak co, ale w Opolu nie brakowało miejsc do nurkowania a pamiętam że Kamionka Piast w Opolu to była spora atrakcja.

Strzelin to kamieniołom, który mało pamiętam poza tym, że był bardzo piękny i głęboki. Zauważyłem, że jak nie znajduję zdjęć z konkretnego nurkowania, to nie wiele sobie przypominam.

Podobnie jak ze Strzelinem – pamiętam słabo, widoczność przyzwoita – nawet 9 m. Głębokość sięgała chyba dwudziestu metrów. Było dużo zatopionych drzew  i brak charakterystycznych dla kamieniołomu skał.

Nadziejów był cichym i urokliwym kamieniołomem położonym w leśnej głuszy. Miło było tam nurkować, chociaż na kilku metrach pojawiała się zawiesina, pod którą robiło się całkiem ciemno.