Gozo, 27 września – 4 października 2024:

Wyspa Malta, choć znana z licznych wraków z okresu II wojny światowej wokół głównej wyspy, nie była naszym celem. Szukając spokoju i nurkowań w limitach rekreacyjnych, wybraliśmy mniejszą siostrę Malty – Gozo.

Podróż rozpoczęliśmy od lotu z Warszawy do Luqa, następnie transfer zamówionym busem do Cirkewwa, przeprawa promowa do Mgarr, a potem ponownie czekający na nas bus – do Xlendi. Choć opis tej trasy brzmi na skomplikowany, w rzeczywistości cała podróż zajęła nam tylko kilka godzin. Pierwsze dwa dni zaplanowaliśmy bez nurkowań – chcieliśmy się spokojnie zaaklimatyzować. Zameldowaliśmy się w centrum nurkowym, świętowaliśmy urodziny naszego kolegi Wacława, zwiedzaliśmy Vallettę i delektowaliśmy się pizzą (nikt z nas nie odważył się jednak spróbować lokalnej wersji z kiełbą i gotowanymi jajkami ;)).

Część nurkowa wyjazdu wiązała się z dużymi oczekiwaniami. Niektórzy z nas nurkowali już w bardzo dalekich zakątkach świata, dla innych był to pierwszy kontakt z morzem po kursie i kilku stażowych nurach w nienachalnie ciepłych (i podobnież przejrzystych) wodach naszych jezior. Patryk, organizator wyprawy, był jedynym, który wcześniej nurkował na Malcie i nie chciał zostać ojcem porażki… Na szczęście już pierwsze miejsce nurkowe – Middle Finger – okazało się wyśmienitą przystawką. Później było już tylko lepiej: zapierające dech w piersiach nurkowania w Inland Sea i Blue Hole, relaksujące balansowanie w Zatoce Xwenji i Xatt l’Ahmar, a dla bardziej zaawansowanych nurków – wraki, takie jak prom Xlendi, Cominoland i słynna Karwela! Kulminacją całego tygodnia było nocne nurkowanie, podczas którego mieliśmy okazję spotkać majestatyczną ośmiornicę i ciekawską Fistulkę.

Tydzień minął nam błyskawicznie! Oprócz nurkowań znaleźliśmy również czas na odwiedzenie cytadeli w pobliskiej Victorii, jedzenie Pastizzi i Kannoli, grzanie czterech liter na plaży Ramla i wędrówkę do jaskini Tal-Mixta (tylko najodważniejsi dotarli do tej ostatniej!), by domknąć nasz pobyt pysznym obiadem, w uroczym rybackim miasteczku Marsaxlokk. Już wtedy myśleliśmy o powrocie na te piękne wyspy i pewnie jeszcze wrócimy!