Piechcin, 25 – 26 października 2025:

Do Piechcina wróciliśmy po raz kolejny w tym roku, tym razem na dwudniowy wyjazd. W planach był prawdziwy najazd na tutejszą bazę nurkową w szerokim składzie, ale kapryśna jesień w swojej mniej urokliwej odsłonie pokrzyżowała nieco te zamiary – kilku klubowiczów pokonały infekcje i przeziębienia.

Wycieczka przybrała więc formę modułową: część zespołu wróciła do Warszawy już w sobotę po pierwszym nurkowaniu, inni zrobili jeszcze drugie zejście tego samego dnia, a najbardziej wytrwali zostali na noc i zanurzyli się ponownie w niedzielne przedpołudnie. Co ciekawe, tym razem w roli „twardzieli” wystąpiła ekipa złożona w całości z P1-nkowiczów – i to właśnie oni zorganizowali wyjazd wzorowo. Formalności i logistyka nie sprawiły im problemu, choć prawdziwym wyzwaniem okazały się dopiero chłodne wody kamieniołomu.

Tradycyjnie odwiedziliśmy „Tramwaj”, który niezmiennie stoi tam, gdzie stał, cierpliwie czekając na swój kurs donikąd. Kolejnym punktem wyprawy był słynny „Statek miłości”. Nurkowie, którzy trafili tam po raz pierwszy, spodziewali się prawdziwego morskiego kolosa – może nawet czegoś w stylu „Pacific Princess” z dawnego serialu telewizyjnego. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej przyziemna: „Statek” to średnich rozmiarów żaglówka. Według niepisanej tradycji żeńska część ekipy powinna pozostawić na nim jakiś element bielizny, lecz tym razem pomysł porzucono — każda warstwa odzieży zdolna zatrzymać choć odrobinę ciepła była zbyt cenna, by ją poświęcać.

Nie zabrakło też przepłynięcia przez słynny „Arch”. Piechcin nie słynie z bujnej podwodnej roślinności ani bogactwa fauny, ale udało się nam wypatrzyć (i uwiecznić na filmie) kilka dorodnych szczupaków. Początkujących zachwyciła przejrzystość wody, choć jej temperatura potrafiła szybko ostudzić entuzjazm.

Wieczór spędziliśmy w ogrzewanym zapleczu bazy, gdzie zniknął tygodniowy zapas wody pitnej – wszystko poszło na rozgrzewające herbatki. W ich towarzystwie dyskutowaliśmy o kinematografii nurkowej, polskiej szkole plakatu, żeglarstwie oraz odwiecznym dylemacie: czy zmiana czasu z letniego na zimowy ma jeszcze jakikolwiek sens.

Do Warszawy wróciliśmy w niedzielę, nieco zmarznięci, ale zadowoleni. O tym, że zimno było naprawdę dotkliwe, świadczy fakt, iż jeden z samochodowych akumulatorów odmówił współpracy. Na szczęście niezawodne P1-ki poradziły sobie z problemem błyskawicznie, odpalając auto „na pych”.

Wyjazd do Piechcina po raz kolejny udowodnił, że nie liczy się liczba uczestników, a ich determinacja – i że nawet chłodne wody mogą rozgrzać, jeśli nurkuje się w dobrym towarzystwie.

Zdjęcia: Anna Bartosiak, Zofia Chrabąszcz, Piotr Dołowski, Marek Kuklewski