Honoratka, 9 maja 2026:

9 maja 2026 roku wróciliśmy na Honoratkę – tym razem w wyjątkowo kameralnym składzie. Po wcześniejszym, liczniejszym wyjeździe sprzed kilku dni można było odnieść wrażenie, że znamy już ten akwen niemal na pamięć, ale Honoratka po raz kolejny pokazała, że nawet dobrze znane miejsce potrafi zaskoczyć atmosferą i warunkami. To właśnie dlatego coraz bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że jest to jedno z najlepszych miejsc do spokojnego rozwijania nurkowych umiejętności: przejrzysta woda, ciekawe punkty podwodne i warunki pozwalające ćwiczyć bez zbędnego pośpiechu.

Choć skład był niewielki, organizacyjnie wszystko zadziałało perfekcyjnie. Nad całością czuwał Adam, który – jak zwykle – dopiął każdy detal z niemal zegarmistrzowską dokładnością. Transport, logistyka, sprzęt, harmonogram – wszystko było przygotowane tak, że uczestnikom pozostało jedynie zanurzyć się i korzystać z dnia. Dodatkowym wzmocnieniem ekipy okazał się niezawodny Łukasz, który dołączył praktycznie w ostatniej chwili, ratując frekwencję i udowadniając, że najlepsze decyzje często zapadają spontanicznie.

Pierwsze wyzwanie pojawiło się jeszcze przed wejściem do wody. Parking przy nurkowisku przypominał bardziej ćwiczenia z precyzyjnego manewrowania niż spokojny początek nurkowego dnia. Samochody ustawione były tak ciasno, że momentami łatwiej byłoby chyba zaparkować łódź niż kombi z pełnym zestawem nurkowym.

Pogoda początkowo również nie rozpieszczała. Szare chmury i mało optymistyczne prognozy mogły skutecznie odebrać zapał mniej wytrwałym nurkom. Jednak Honoratka najwyraźniej postanowiła przyjąć nas gościnnie – gdy tylko dotarliśmy na miejsce, niebo zaczęło się przecierać, a po chwili zza chmur wyszło słońce, które towarzyszyło nam przez większą część dnia.

Sam akwen, będący dawnym wyrobiskiem węgla brunatnego, po raz kolejny zrobił świetne wrażenie. Honoratka ma w sobie coś charakterystycznego dla pokopalnianych zbiorników – surowość krajobrazu miesza się tu z niezwykłym spokojem pod powierzchnią. Mimo dużej liczby nurków obecnych tego dnia woda pozostała wyjątkowo przejrzysta. Widoczność była bardzo dobra, co pozwalało spokojnie podziwiać zarówno znane atrakcje, jak i bardziej klimatyczne fragmenty akwenu.

Tradycyjnie odwiedziliśmy Helikopter Mi-2, który niezmiennie pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych punktów Honoratki. Trasa wokół wraku, choć doskonale znana części ekipy, w dobrych warunkach widoczności zyskuje zupełnie nowy charakter. Później skierowaliśmy się ku podwodnemu lasowi po drugiej stronie strefy nurkowej – miejscu, które bardziej przypomina scenerię z filmu niż polskie nurkowisko śródlądowe. Zanurzone drzewa, gra światła między gałęziami i niemal całkowity spokój tworzyły atmosferę, w której łatwo było stracić poczucie czasu.

Szczególnie imponującą odpornością wykazała się Ula, której zwykle chłód daje się we znaki znacznie szybciej niż reszcie zespołu. Tym razem jednak niemal przez godzinę eksplorowała podwodny las i – ku powszechnemu zaskoczeniu – nie narzekała na temperaturę nawet przez moment. Być może to kwestia lepszej pogody, a może po prostu wyjątkowego klimatu tego miejsca.

Po nurkowaniach przyszedł czas na równie istotny element każdej udanej wyprawy – integrację przy grillu. Tutaj bezapelacyjnym bohaterem dnia został Robert, który osiągnął mistrzowski poziom w sztuce grillowania. Mięsa przygotowane przez niego znikały w tempie niemal równie szybkim, jak powietrze z butli podczas pierwszego zejścia. Można wręcz odnieść wrażenie, że część uczestników odzyskała siły po nurkowaniu wyłącznie dzięki jego kulinarnym umiejętnościom.

Do Warszawy wracaliśmy zmęczeni, ale wyraźnie zadowoleni. Honoratka po raz kolejny udowodniła, że nie potrzeba wielkiej ekspedycji ani idealnych prognoz, by stworzyć naprawdę udany nurkowy wyjazd. Czasem wystarczy niewielka, dobrze zgrana ekipa, trochę słońca pojawiającego się we właściwym momencie i miejsce, do którego po prostu chce się wracać.

Zdjęcia: Łukasz Krok, Robert Tenderenda