Koparki, lato w środku jesieni i poszukiwania, które przejdą do legendy, 26 września 2026:

Choć kalendarz uparcie twierdził, że to koniec września, pogoda miała na ten temat własne zdanie. Słońce grzało jak w lipcu, a my — prawie dwadzieścia osób w bojowych nastrojach — stawiliśmy się punktualnie o 10.00 w bazie Koparki, gdzie czekały na nas dwie wiaty, zarezerwowane niczym królewskie komnaty dla nurków o wyjątkowych zamiarach.

A zamiary były ambitne: odnaleźć dwie podwodne Geocache. Brzmi niewinnie? Ha! To była operacja na miarę ekspedycji Cousteau, tylko z większą liczbą żartów i mniejszą liczbą kamer.

Wyposażeni w podwodne narzędzia piszące (bo wiadomo, skarb trzeba podpisać, inaczej się nie liczy), ruszyliśmy w odmęty. Determinacja była tak wielka, że gdyby skrzynki miały nogi, same wyszłyby nam na spotkanie z szacunku.

Niestety:

pierwsza skrzynka — najprawdopodobniej już nie istniała.

druga skrzynka — najprawdopodobniej istniała, ale nie tam, gdzie miała być. (Co w sumie czyni ją bardziej skuteczną niż większość systemów kamuflażu znanych ludzkości.)

Mimo to, duch walki nie gasł. Każdy nurek, niezależnie od preferencji — czy to geocaching, czy wolna eksploracja — znalazł swoje miejsce i swoje przygody. W planie były dwa nury, choć niektórzy mieli energii na trzy, a może i cztery.

Choć skarbów nie odnaleziono, wyjazd był absolutnie fantastyczny. Pogoda dopisała, humory dopisały, a organizacja — jak zwykle — była na poziomie, który można by opatentować.

Szczególne ukłony kierujemy do Wielkiej Mistrzyni Zakonu Żelaznej Zdzichy — Ani, której pomysł, koordynacja i niegasnący entuzjazm sprawiły, że cała wyprawa była nie tylko dobrze zorganizowana, ale też po prostu… piękna.

Zakon znów pokazał, że potrafi połączyć logistykę, przygodę i klubową magię w jedną, wyjątkową całość.

Zdjęcia: Piotr Kowalski