Hermanice, czerwiec 2000 r.:

SVOBODNE HERMANICE

Ostatnie PEDWAKOW nuraki jako PEJEDYNAKI

Czerwiec 2000

autor: Herman Svoboda – nie dojechał

W zastępstwie referat wygłosi: Syberjada

Opowieść o Krtku – „Rozdział 13,5 p.t.: „Jak Krtek dostał order w kamieniołomie”

„Pewnego dnia Krtek wyszedł ze swego kopca i westchnął jak zwykle zafrasowany „Ach jooo…”. Deszczyk padał jak co dzień i błotko zabrudziło mu świeży pedicure. „Ja chcę do cywilizacji” pomyślał i udał się smętnie w stronę fabryki kulek. No bo gdzie miałby się udać, jak dookoła same huty, kopalnie i fabryki, w Czechach przecież był. I gdy taki nachmurzony szedł i obchodził, bo drogę robili i objazd był (ale on nie objeżdżał, bo na nogach był… wiec obchodził), zobaczył kątem oka transparent z napisem „Na Saską Kupę”. Dreszcz mu po grzbiecie jakiś dziwny przeszedł, w głowie mu pojaśniało i serce mocniej zabiło, wiedział już czego chce i jaki to cel wielki wyznaczył mu na dziś niewidomy los… miał zrobić kupę. Nie taka zwykłą kupkę, tak gdziekolwiek i jakkolwiek… lecz saską kupkę – żółto brunatną, ślisko aksamitną i to parę kilo co najmniej. Poszedł wiec nad pobliski kamieniołom i wykonał zadanie, nie powiem że nie bez trudu. A tego dnia sam Naczelnik byłego Komsomołu Zdenek Hranolek wizytował kamieniołom. Zdarzenie to nie umknęło uwadze Hranolka. Niewiele myśląc przyznał Krtkowi za trud i poświecenie kupki order, ten co to go od niechcenia zawsze nosił w kieszeni, Order Złotego Stolca….”

A oto co tam zdarzyło się 2 godziny później… deszcz padał wciąż….

Jest cudownie…..MMmmmmmmm

To co? Rozbieramy się?

Zapytał Fragi rozanielony jak zwykle…

Rozebrani i na powrót ubrani odkryliśmy cudowność pierwszej strony kamieniołomu w Hermanicach…

„Ojk ojk” – krzyknęła siostra Irena – „zimna, zimna !!!”

Przejrzystość była jak zabłocony kryształ, widoczność cudownie ograniczało cos brunatno-żółtego, było tego pełno na skalach i w dotyku przypominało śliską aksamitkę. Zagraliśmy w grę „pojawiam się i znikam” to gubiąc, to odnajdując się na powrót, a jak się nam już znudziło, zapadliśmy w zimne głębiny…

Po trudach wieczora i nocy w źródle najtańszego piwa (w Czechach, znaczy w Opawie) myśl jedna w naszych umysłach się tliła „jeść!!! jeść!!! potem nurkować …. , ale najpierw jeść…”

Na szczęście Spożywczy otwierają tam wcześnie i nawet w niedzielę…

I coś na wątrobę też można przyhaczyć… (na zepsucie wątroby, ma się rozumieć, panie, ten, tego… no!)

Drugi koniec kamieniołomu wyglądał trochę inaczej…

A Krtka nie znaleźliśmy, pewnie inne zadanie przyszykował mu niewidomy los…