Izrael,1995
(Uwaga – tekst jest z lat współczesnych zdjęciom, więc podane informacje są już mocno nieaktualne!)
Izrael okazał się doskonałym miejscem do wypadów nurkowych nad zatokę Akaba. Kilkudniowe wyjazdy na półwysep Synaj połączone z nurkowaniami w wybranych miejscach i nocowaniem na pustyni noszą nazwę „safari” i są organizowane przez każdy szanujący się klub w Ejlacie. Cena nie jest rewelacyjnie niska, ale grupy zorganizowane mniej płacą, sprzętu nie trzeba wypożyczać gdy zabieramy go z kraju (z wyjątkiem pasów balastowych i butli) – instruktorzy mają zniżkę. Należy też brać pod uwagę, że w okresie marzec – kwiecień można też bardzo tanio załatwić przelot czarterowy do Izraela. Wszelkie kalkulacje finansowe schodzą na drugi plan po pierwszym wejściu do wody. Widoczność sięgająca czterdziestu metrów, nawet dla bywających w świecie płetwonurków jest zniewalająca.
Trasę i miejsce nurkowań można wybrać sobie dowolnie, przeważnie zależy ona od ilości dni pobytu. Najciekawsze miejsca znaleźliśmy bliżej wejścia do zatoki Akaba i przy Ras-Muhamad. Szczególnie rafa przy Ras-Nasrani i ściany „Tower” w okolicach Szarm-el-Szejk, opadając pionowo do 200 metrów robiły na nas wrażenie.
Uwaga: Izraelskie wizy są jednokrotnego przekroczenia granicy. Lepiej więc zaufać organizatorom safari niż samemu próbować podobnej eskapady. My mieliśmy kłopoty z powrotem do Ejlatu na Egipsko Izraelskiej granicy.


Pierwsze dni w Ejlacie. Klimat europejski, tylko wszędzie młodzież z karabinami nawet w dyskotece
Na kawie z naszym Izraelskim instruktorem przewodnikiem, który chwalił się polskim pochodzeniem


Nasze biwaki wyglądały w ten sposób. Rozbijaliśmy się na noc w zacisznych miejscach na pustyni. Spanie pod gwiazdami i jedzenie egzotyczne serwowane przez egipskich kierowców są pełne uroku – tylko raz trafiła się nam burza piaskowa i to nie było fajne. Pustynia to nazwa myląca – co krok spotykaliśmy Beduinów, ich wielbłądy, stada kóz lub grupy kobiet z dziećmi (kolejność według miejscowej, obowiązującej skali wartości) którzy zawsze pojawiali się równie nagle, co znikali.
Za chwile nurkujemy, chwila skupienia. Podobno w tym miejscu zawsze są rekiny. Zostaliśmy poinstruowani co robić, gdy zobaczymy rekina i jak udawać ukwiał, żeby rekina zmylić.
Gęsiego za izraelskim instruktorem – przewodnikiem

Koral z Ras-Nasrani – głębokość 46 metrów

Grupa usiłuje zmieścić się w obiektywie w momencie filmowania. Najtrudniej pamiętać było, że taka miękka „obudowa” wytrzymuje tylko do kilku metrów.

Dotarliśmy do Blue Hole.
Nasz hotel w Dahab
Dahab – wycieczka do „miasta”, gdzie unosił się wszechobecny zapach marychy, pomiędzy budami z kartonu snuli się hippisi, a hotel Hilton okazał się barakiem z blachy falistej.
Zdjęcie pożegnalne całej ekipy po ostatnim nurkowaniu. Ostatnie nurkowanie odbyliśmy niedaleko Noweby, gdzie pływają oswojone delfiny. Dają się głaskać, a Ewie i Dorocie udało się wprowadzić jednego delfina w stan miłosnego uniesienia.
Jeszcze jedno wspólne, pożegnalne zdjęcie z ekipą egipskich kierowców