Kulka Podlodowa, 31 stycznia – 1 lutego 2026:

W weekend na przełomie stycznia i lutego wybraliśmy się na pierwszy w tym roku wyjazd szkoleniowy, który mógł mieć tylko jeden charakter – kurs podlodowy. Po latach łagodniejszych zim, tegoroczna aura przyniosła warunki przypominające te sprzed ponad dekady. Utrzymujące się niemal od miesiąca silnie ujemne temperatury skuły powierzchnię jeziora Łęsk w Kulce grubą warstwą twardego lodu. Aby wyjazd nie miał wyłącznie sztywnych ram szkoleniowych, licznie stawiła się także grupa klubowiczów, którzy byli już obeznani z nurkowaniem podlodowym. Natomiast ci, którzy nie zdecydowali się wejść pod lód oddawali się urokom spacerów po tafli jeziora, wyryp na biegówkach czy żmudnym tworzeniu dokumentacji fotograficznej. 

Wykonaliśmy dwie przeręble – pierwszą przeznaczoną dla kursantów oraz drugą dla pozostałej części ekipy. Ich wycięcie wymagało perfekcyjnej organizacji, ale też sporej krzepy fizycznej, gdyż lód był naprawdę gruby, a wyciąganie nawet niewielkich brył okazało się niemałym wyzwaniem. Wydobyty z jeziora lód układaliśmy zgodnie z zasadami wokół przerębli, kreśląc przy tym na ośnieżonej pokrywie lodowej nawigacyjne łuki i strzały. Dla osób niewtajemniczonych mogło to wyglądać niemal jak wznoszenie mitycznego Stonehenge. Towarzysząca nam, choć jeszcze nienurkująca młodzież, zainspirowana lodową inżynierią, postanowiła dołożyć do tych konstrukcji swoją cegiełkę w postaci namiastki igloo.

W końcu weszliśmy do wody. Jak to pod lodem, wszyscy spodziewali się krystalicznej wizury, jednak Kulka – jak to Kulka – postanowiła spłatać znanego już dobrze figla i widocznością nie zachwyciła. W toni unosiła się różowawa zawiesina o bliżej nieokreślonej etymologii, prawdopodobnie związana z aktywnością specyficznych mikroorganizmów. Takie warunki sprawiły, że wykonywanie ćwiczeń przewidzianych w kursie podlodowym było jeszcze bardziej stresujące i wymagające.

Mimo słonecznej, bezchmurnej pogody na powierzchni panował siarczysty mróz. Już chwilę po wyjściu z wody elementy sprzętu oraz ubioru nurkowego pokrywały się warstwą lodu, co dodatkowo potęgowało intensywność wrażeń, których i tak nie brakowało pod wodą. O zamarzających suchych skafandrach, które momentalnie twardniały niczym zbroja, powstał nawet żart, że to dlatego, iż z Kulki jest całkiem niedaleko do Grunwaldu.

Po nurkowaniu, odkrywaniu patentów na rozmrażanie sprzętu oraz omówieniu wymagającej teorii nurkowania podlodowego znaleźliśmy jeszcze chwilę na relaks w rozgrzanej balii. Inspirujące rozmowy o zimie i lodzie co jakiś czas przerywały dźwięki trzaskającego z mrozu lodu na Łęsku.

Zdjęcia: Jacek Górski, Piotr Kowalski, Piotr Dołowski, Robert Kozicki